Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski: Brat Albert traktował bezdomnych i ubogich jak najbliższą rodzinę. To był szok dla ówczesnych ludzi

Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski: Brat Albert traktował bezdomnych i ubogich jak najbliższą rodzinę. To był szok dla ówczesnych ludzi

„Myślę, że najważniejsze było to, że on zamieszkał z ubogimi. Bo działalność charytatywna istniała zawsze w Kościele i w społeczeństwie, także w ówczesnym Krakowie, ale to polegało na przekazywaniu pewnych darów potrzebującym bądź organizowaniu dla nich noclegowni czy innych form opieki. Adam Chmielowski poszedł o krok dalej. Przywdział habit tercjarski, franciszkański (...) i zamieszkał z tymi ludźmi. Potraktował ich jak swoją najbliższą rodzinę. To był właśnie szok dla ówczesnych władz Krakowa, że ktoś tak utalentowany wybiera takie mieszkanie i taką drogę” – powiedział w poranku „Siódma 9” ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, prezes zarządu Fundacji św. Brata Alberta. W rozmowie z Karolem Gacem przybliżył postać św. brata Alberta i opowiedział o działaniach fundacji.

Zapytany, czym wyróżniało się podejście brata Alberta, odpowiedział:

„Myślę, że najważniejsze było to, że on zamieszkał z ubogimi. Bo działalność charytatywna istniała zawsze w Kościele i w społeczeństwie, także w ówczesnym Krakowie, ale to polegało na przekazywaniu pewnych darów potrzebującym bądź organizowaniu dla nich noclegowni czy innych form opieki. Adam Chmielowski poszedł o krok dalej. Przywdział habit tercjarski, franciszkański. Do końca życia był zwykłym zakonnikiem, nigdy nie otrzymał święceń kapłańskich i zamieszkał z tymi ludźmi. Potraktował ich jak swoją najbliższą rodzinę. To był właśnie szok dla ówczesnych władz Krakowa, że ktoś tak utalentowany wybiera takie mieszkanie i taką drogę. Później jego podejście do osoby jako do osoby, a więc że to nie jest jakiś przedmiot czy cel opieki, ale osoba, która ma wiele potrzeb, nie tylko otrzymać i dach nad głową, ale ma także potrzeby duchowe i emocjonalne. Był na pewno prekursorem”.

Gość poranka podkreślił, że dzieło św. brata Alberta jest wciąż żywe.

„Brat Albert ma wielu naśladowców. Są to nie tylko ci, którzy odwołują się z pewnego sentymentu do tego świętego, ale którzy na co dzień to realizują. Fundacja to przede wszystkim ogromna grupa wolontariuszy, darczyńców, ludzi dobrej woli, którzy pomagaj dlatego, że widzą sens pójścia drogą brata Alberta”.

„Fundacja nie jest fundacją kościelną czy zakonną. Jest prowadzona przez osoby świeckie, które mają jednak bardzo głęboką motywacje religijną. Dlatego fundacja się rozwija, bo na taką motywację jest ogromne zapotrzebowanie” – zaznaczył.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy.

back to top